Gorące tematy: Wolni i Solidarni Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
228 postów 1772 komentarze

Blog rysunkowy oszołoma

koolart - Teksty i rysunki z przewagą rysunków z tekstem. Do wolnego propagowania w internecie.

PROJEKT AUTO KAPSUŁA

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

W dzieciństwie duże wrażenie robił na mnie pomysłowy Dobromir i Adam Słodowy (...). Lubiłem "Zaczarowany ołówek", niezwykłe, inspirujące pojazdy Tytusa, Romka i A'Tomka a później przepadałem za "Sondą"

Tym razem sporo lżejszy temat.
Obiecałem kiedyś w jakimś komentarzu, że z racji moich zainteresowań technicznych przedstawię na Nowym Ekranie swój pomysł - może nawet wynalazek – co niniejszym czynię. Będzie to też maleńki przyczynek do opisu losu wynalazcy w Polsce :).

W dzieciństwie duże wrażenie  robił na mnie pomysłowy Dobromir i Adam Słodowy, chociaż nie wszystko rozumiałem co pan Adam pokazywał i mówił. Lubiłem "Zaczarowany ołówek", niezwykłe, inspirujące pojazdy Tytusa, Romka i A'Tomka a później przepadałem za "Sondą" i zaczytywałem się każdym "Młodym Technikiem" i tygodnikiem "Motor", który wpadł mi w ręce. Wychowując się w biednej rodzinie na wsi o wielu przedmiotach jakie pragnie posiadać dzieciak a później nastolatek zwykle mogłem tylko pomarzyć ale niektóre sam sobie majstrowałem albo przynajmniej projektowałem rysując namiętnie. Wynalazczość bardziej pociągała mnie niż plastyka z którą jestem dziś związany. Mimo, że nie mam żadnego formalnego i nieformalnego wykształcenia technicznego planowałem, że po studiach (plastycznych) będę tworzył i wdrażał swoje wynalazki! :)
Wydawało się, że czasy dla wynalazców nadchodzą lepsze, że rozkwita kapitalizm...ot takie naiwne złudzenia młodego człowieka. Kapitalizm nim rozkwitł to wymarzł lub uwiądł a lepsze czasy dla wynalazków  w Polsce nie nastąpiły nigdy. Czekałem z tymi marzeniami lata całe i się nie doczekałem. Różne jednak pomysły, w tym także dotyczące techniki ciągle chodzą mi po głowie. Wziąłem więc kiedyś udział w konkursie czasopisma Focus zorganizowany pod patronatem Toyoty na racjonalizatorski pomysł, usprawnienie, projekt całości lub detalu związanego z motoryzacją - jakoś tak. W każdym razie okazało się, że z sukcesem.
Pomysł a potem projekt w postaci zbliżonej do poniżej prezentowanych rysunków powstał szybko i wkrótce został opracowany przeze mnie graficznie. Kiedy nad nim pracowywałem znałem już zderzak Łągiewki i zastanawiałem się nad jakąś alternatywą dla takiego zderzaka. Według popularnej plotki w 2004 roku koncerny motoryzacyjne nie były jego pomysłem zainteresowane z powodu mniejszych spodziewanych zysków. Wiadomo, kiedy pojazdy wyposażone w zderzak Łągiewki nie będą ulegały destrukcji podczas kolizji to koncerny sprzedadzą mniej samochodów. Wysnułem więc wniosek, że gdyby pojazd się "giął" ale pasażerowie byli bardziej bezpieczni to może wzbudziłoby to zainteresowanie?
Najpierw pomyślałem, że gdyby siedzenia pasażerów pojazdu w momencie zderzenia siłą bezwładu "ustawiały" się siedziskiem do centrum zderzenia, to mimo przeciążeń działających na człowieka byłby on dość bezpieczny. Jednak ile miejsca w kabinie pojazdu musiałby zajmować każdy fotel? Za dużo, auta musiałyby być bardzo duże. Trzeba więc inaczej - a gdyby tak przesuwał się do przodu (i może odrobinę do tyłu) cały przedział pasażerski? Co prawda przy zderzeniach bocznych pożytku by już nie było ale większość czołowych i  ewentualnie uderzenie z tyłu taka konstrukcja mogłaby zamortyzować. Tak powstał pomysł na kapsułę. Do niego dołączyłem sposób wymiany zużytych baterii-akumulatorów  w sieci automatycznych, płatnych stacji ładowania przypominającej nasze "współczesne" stacje benzynowe i... popularny w latach 80-tych system wymiany nabojów do syfonu :) żeby rozwiązać problem małego zasięgu pojazdów elektrycznych. We wstępie do animowanej prezentacji, którą z rysunków utworzyłem a potem wysłałem na konkurs, napisałem: "pomysły choć oparte na powszechnie znanych, działających urządzeniach są oryginalnymi moimi pomysłami,  z którymi nie spotkałem się wcześniej w dziedzinie motoryzacji"(...). Do dziś nie wiem na ile realne jest to co zaproponowałem ale skoro przyznano mi główną nagrodę to zapewne były ku temu jakieś podstawy.
Jakoś w okolicy Świąt Bożego Narodzenia 2004 przyjechał zapowiadany kurier z paczką. W środku była niezła, amatorska kamera cyfrowa i trochę gadżetów od Toyoty i Focusa: czapeczka, kurtka przeciwdeszczowa, parasol, scyzoryk, ze dwa t-shirty a także list gratulacyjny od redaktora naczelnego. Całkiem sympatycznie; jak prezent pod choinkę.
Pomijając jednak wygraną w konkursie liczyłem, że ktoś zainteresuje się tymi pomysłami, że będzie jakiś ciąg dalszy ale oczywiście nic takiego się nie stało. Co najwyżej znajomi, którym pokazywałem komputerową prezentację chwalili z uznaniem projekt. Próbowałem zorientować się jak załatwia się patent w Polsce i szybko doszedłem do wniosku, że to działanie poza moim zasięgiem. Po dwóch czy trzech latach pojawił się też pewien ślad mojego projektu w mediach. Przeczytałem w jakims tygodniku motoryzacyjnym (chyba w Motorze), że pewien Polak z pochodzenia mieszkający w USA, opatentował na tamtym rynku i wkrótce na podstawie patentu, jakaś amerykańska  firma rozpoczynać miała produkcję kulistej kapsuły dla niemowląt - jako rodzaju bezpiecznego fotelika dla dziecka. Coś jak kula w kuli -  działająca jak moja kapsuła tylko w każdym kierunku. (Ten pan podobno był też jakieś 2-3 lata temu w Polsce w którejś prywatnej telewizji w związku z programem o wynalazcach.)
Czy facet znał mój pomysł czy wpadł na swój kompletnie niezależnie - pojęcia nie mam i pewnie nigdy się nie dowiem.

 

 

 Poniżej krótka animacja, która oby działała.

www.youtube.com/watch

KOMENTARZE

  • @małpoludy
    Drążek kierownicy jest nieistotny w tym projekcie a kierowanie to "drive by wire". Wiatraczki oczywiście zapewniają dodatkowa energię dla stacji ładowania drogie małpoludy, to przecież oczywiste :).
  • Jak w lunaparku ...
    Dodałbym jeszcze, że nic nie stoi na przeszkodzie, żeby auta mogły się lekko i bez szkód ze sobą zderzać (jak autka w lunaparku). Wystarczy "odbojnik" wokół auta zawsze na tej samej wysokości ...

    Przy odpowiedniej konstrukcji WSZYSTKICH aut wypadki z obrażeniami ludzi praktycznie przestałyby się zdarzać (można by wymusić odpowiednie konstrukcje na dużych ciężarówkach i autokarach) ...
  • @Ultima Thule
    Prędkości tych autek w lunaparkach są bardzo nieduże. Odbojniki wystarczą. Na drodze różnice prędkości między pojazdami pędzącymi z przeciwka są o wiele większe. Myślę, że działanie wymyślonej przeze mnie kapsuły musiałoby być sprzężone z systemem automatycznego, awaryjnego hamowania żeby było w pełni skuteczne przy większych prędkościach. Zderzak Łągiewki, przyznaję jednak góruje nad moim pomysłem, ale o tym napisałem w tekście wyżej.
  • @koolart
    Ale jeśli dochodzi do zderzenia to podwozie się momentalnie odkształca - a zatem szyny, po których ślizga się kabina ją zablokują. Jak to zostało rozwiązane, by kabina przesuwała się nawet po odkształconym podwoziu?
  • @małpoludy
    W 2004 roku jeszcze wierzyłem w wiatraki bezkrytycznie. Dziś wiem, że nie są bez wad, że mogą być szkodliwe itd. Skoro jednak Niemcy stawiają je ciągle od wielu już lat gdzie popadnie to jednak jest z tego chyba jakaś korzyść.
  • @GPS.65
    To kwestia "twardości" i wytrzymałości poszczególnych struktur - jedne już ulegają destrukcji gdy drugie pozostają jeszcze nietknięte. Sama kolizja trwa ułamki sekund i w zależności od siły zderzenia zgnieceniu uległyby tylko partie do tego przeznaczone lub więcej ale kapsuła opóźniając i łagodząc wstrząs swoje zadanie w jakimś stopniu by spełniła. Powinna też być tak wzmocniona i połączona z podwoziem żeby sama nie ulegała odkształceniom, albo tylko w minimalny sposób.
  • @koolart
    No Nie wiem. Dopiero połączenie łągiewnictwa z tym mogło by przynieść rezultaty. O ile pamiętam przy zderzaku ł przeciążenia pozostają krytyczne. Dopiero ta łódka miała by szanse je obniżyć.
    Z tym, że ł raczej nie wejdzie do aut z kilku powodów.
  • @koolart
    Ta kapsuła nie może przecież luźno leżeć na podwoziu, musi mieć jakieś szyny. Najdrobniejsze wypaczenie takiej szyny zablokuje kapsułę. Moim zdaniem to jest kluczowe w tym projekcie - konstrukcja tych szyn. A skuteczność takich szyn może potwierdzić tylko doświadczenie - trzeba zrobić prototyp i zrobić wiele zderzeń i zobaczyć ile razy kapsuła się zablokuje, a ile razy prawidłowo przesunie.
  • @Torin
    Torin, ja tak do końca to nie wiem czy ta "łódka"działałaby w pełni sprawnie. Łągiewka doświadczalnie sprawdzał swój pomysł, ja nie. Nie mam takich możliwości. Co do zderzaka Łągiewki i jego zastosowania w motoryzacji - wiadomo. Chyba, że świat zmieni się i to bardzo.
    Pozdrawiam
  • @koolart
    Z ł to nawet nie o to chodzi. Wyszło, że to są dość spore klamoty, słabo się sprawdzają w możliwie "z niczego" pojazdach. Poszedł w wyposażenie przemysłowe, nabrzeża co tam jeszcze. W urządzenia raczej stacjonarne. Ma firmę i chyba zamówienia. Jesli użyjesz szyn o których wspomina GPS uzyskasz zamierzony efekt tylko z jednej strony uderzenia, rozumiem czołowy, przy bocznych bez efektu, do tego charakter konstrukcji siłą rzeczy nie jest bryłą zwartą to niesie konsekwencje takiego uderzenia. Dachowanie te same kłopoty. Aby to było sprawne z wielu stron musi być zrobione zawieszenie na siłownikach, wychylne w każdą stronę i stabilizatory, ewentualnie bezpieczniki przeciażenia przy których zrywa plomby z siłowników, albo jakieś inne rozwiązanie w tym kierunku.
  • @GPS.65
    Jasne, że nie może leżeć luźno, musi być jakieś łoże albo szyny właśnie i być zamocowana tak żeby zachowując integralność z resztą pojazdu przesuwała się dopiero przy przekroczeniu pewnego stanu np.: ostre hamowanie albo zderzenie. Patrząc na przód pojazdu widać, że łuk (nazwijmy to szyny) wygina się do góry począwszy od środka do przodu pojazdu. Poniżej jest miejsce na strefę zgniotu. Wszystko to oczywiście teoria i dopiero wykonanie prototypu albo dobrej symulacji komputerowej pokazałoby zakres skuteczności działania takiego rozwiązania.
  • @Torin
    W tekście głównym pisałem, że mogłoby to działać tylko przy zderzeniach zbliżonych do czołowych i ewentualnie z tyłu. Jeśli chodzi o uderzenia boczne to zderzak Łągiewki z boku też nie chroni a tylko czoło pojazdu. Przy czołowych zderzeniach - z drugiej strony są największe różnice prędkości więc i siły największe.
    Jeśli chodzi o siłowniki albo amortyzatory np. hydrauliczne to są one jak widać na rysunku albo w animacji częścią mechanizmu działania kapsuły. Dopiero doświadczalnie można by sprawdzić czy i z jaką czułością amortyzatory te działałyby podczas zwykłego hamowania czy dopiero po przekroczeniu pewnej granicy "zrywając plomby" :) (lub jakiś inny rodzaj zabezpieczenia) lub przekraczając moment krytyczny amortyzatora -
    siłownika.
  • @koolart
    Nadmierna częstość występowania zderzeń wynika z tego, że droga jest jednowymiarowa. Zamiast kombinować z technologiami zmniejszającymi skutki zderzeń może lepiej przenieść ruch do przestrzeni dwuwymiarowej (woda), albo nawet trójwymiarowej (powietrze), gdzie zderzeń musi być wielokroć mniej!

    Ja mam w tej kwestii taki pomysł: http://gps65.nowyekran.pl/post/26906,wiatrakowce
  • @małpoludy
    > Jak to, [---]: woda nie ma głębokości?!

    Ma. Łodzie podwodne poruszają się w trzech wymiarach. Ale żaglowce, parowce, czy inne łodzie pływająca mają tylko dwa wymiary swobody...
  • Swietne
    Naturalne nastepstwo pomyslu Janusza Liberkowskiego. Mysle ze wlasnie teraz moze zostac zastosowany, poniewaz mozna juz obecnie kierowac joystick'iem.

    Kiedys pisalem do Volvo i Toyoty listy z informacja o swoim wynalazku ale - tak jak w przypadku zderzaka Lagiewki - nie bylo zadnego zainteresowania. (Moj wynalazek znacznie zwiekszal bezpieczenstwo pasazerow i kierowcy. Samochod byl do kasacji)
    Mysle, ze koncerny bardziej zainteresowane sa sprzedaza wlasnych patentow niz kupowaniem cudzych, jak zwykle gora sa pieniadze. Tak to juz jest w korporacjonalizmie.
  • @GPS.65
    No a ilo wymiarowe jest poruszanie sie samochodami po powierzchni? Woda tez nie zalalbys calego kontynentu.
  • @koolart
    Jezeli chcecie zeby dzialalo w kazda strone to w gre wchodzi cos w ksztalcie miski (odwroconej kopuly).

    Ja jednak uwazam, ze przy uderzeniu bocznym w gre wchodzi tylko odchylenie zgodne z kierunkiem uderzenia pojazdu uderzajacego, co pozwalaloby na zachowanie niezmienionej przestrzeni kabiny.
  • @Torin
    silowniki sa zbedne. przy nsko zawieszonym srodkiem ciezkosci kapsula sama sie obroci. Wloz kulke do polmiska rozpedz go i wychamuj.
  • blokada
    jezeli chodzi o zablokowanie to wystarczy blokada, ktora bedzie zwalniana tak samo jak uruchamiane sa poduszki powietrzne.
  • @prometheus
    Tak przy stabilizacji jak i w przypadku trafienia coś musi wykonać pracę, na czymś energię, trzeba wytracić/przekierować w sposób uporządkowany i na czymś to się musi trzymać.
    Małpoludy, my tu sobie wizjonujemy luźno, nieskrępowanie. Nie mamy misji zbawienia świata i jedynie słusznej idei.:)
    koolart zamieścił swój projekt studyjny i chwała mu.:)
  • @małpoludy
    Kombinujta drogie małpoludy, kombinujta. Chętnie zobaczę Wasz projekt.
    Pozdrawiam
  • @GPS.65
    Znam wpis o wiatrakowcach, czytałem i to u Szanownego Kolegi napisałem komentarz:
    "Pojazdy latające, jeżdżące z napędami różnego rodzaju, stylistyka karoserii tych pojazdów to także moja, wciąż odpychana z braku czasu pasja. Może znajdę wreszcie trochę czasu i coś wrzucę w październiku.
    A wiatrakowce fajne tylko czy bezpieczne?"
    Skonstruować pojazd a nawet zacząć go produkować - zwłaszcza, że i tak się je produkuje- to mniejszy problem niż przenieść cały ruch w "inny" wymiar. Kanału wodnego do każdego budynku doprowadzać nie ma sensu (problemy techniczne, koszt itd) a latanie owszem jest super. Sam chciałbym mieć pojazd do latania i nawet kiedyś rozmyślałem nad taką konstrukcją (skrzyżowanie samolotu lub śmigłowca z balonem) aż doszedłem do wniosku, że musiałby to być pojazd działający na zasadzie antygrawitacji. Wiatrakowiec nie wymaga co prawda lotniska ale proszę sobie wyobrazić, że wiatrakowców byłoby tyle ile samochodów, a w powietrzu nieustannie tyle ile na drogach w ruchu. Tylko poza centrami, do których ludzie zmierzają lub je opuszczają ten ruch przeniósł by się poza wstążki dróg w pola i do góry. W centrach panowałby tłok i zagęszczenie 3-wymiarowo nie do wytrzymania - coś jak miasto przyszłości w filmie fantastycznym "Piąty element" Bessona - na peryferiach niespodzianki typu linie wysokiego napięcia, kominy itp. Do tego niespodzianki typu awaria w powietrzu, nagły brak paliwa... obraz szaleństwa :). U Bessona pojazdy nie posiadały przynajmniej wielkiego śmigła -koszącego wszystko równo - tylko unosiły się - jak sądzę - na zasadzie antygrawitacyjnej właśnie.
    Jak wyglądałaby drobna stłuczka w powietrzu?
  • @prometheus
    Zakładam, że przy modułowej konstrukcji "mój pojazd" po kraksie nie byłby cały do kasacji a tylko moduł, który ucierpiał bezpośrednio. Można by go wymienić w całości. Wszystko zależałoby od siły i kierunku kolizji.
    Nie znam Janusza Liberkowskiego. Poszukam w internecie.
    Pozdrawiam
  • @prometheus
    "Jezeli chcecie zeby dzialalo w kazda strone to w gre wchodzi cos w ksztalcie miski (odwroconej kopuly)."
    Nie twierdzę, że chcemy :). Pomysł owego fotelika, o którym wspominałem we wpisie czyli kula w kuli właśnie tak działa. Dziecko może się w niej okręcić wokół dowolnej osi. Zresztą kiedy rozmyślałem nad fotelami zanim zdecydowałem się na kabinę - kapsułę brałem właśnie pod uwagę kuliste łoże, w którym byłby umieszczony fotel. Tylko idąc tym tropem trzeba by było wyobrazić sobie pojazd wielkich rozmiarów i bardzo ciężkie fotele z nisko położonym środkiem ciężkości. Takie coś oczywiście nie ma sensu. Za to teraz widzę, że fotel z siłownikami sprzężonymi z komputerem, żyroskopem i czujnikami przy niewielkich rozmiarach mógłby "ustawiać" się odpowiednio do warunków jazdy lub hamowania. Proszę jednak wyobrazić sobie stopień komplikacji i koszty.
  • Już wiem kim jest Janusz Liberkowski
    to właśnie gość o którym pisałem w moim wpisie. Nie pamiętałem jego nazwiska. Dzięki za ślad. Mam jednocześnie dowód, że ja na swój pomysł wpadłem 2 lata wcześniej.
    Z wikipedii:
    Janusz Liberkowski (ur. w 1954 w Nowej Soli) – polski inżynier i mechanik mieszkający w USA w Dolinie Krzemowej (Kalifornia).

    Jest absolwentem technikum elektrycznego w Zielonej Górze, oraz Politechniki Gdańskiej, którą ukończył w 1981 roku. Po ślubie z żoną Danutą w Nowej Soli oboje wyprowadzili się do Sopotu, a w roku 1984 wyemigrowali do USA. Pracował tam jako mechanik zatrudniony przez firmę Intel.

    Janusz Liberkowski jest posiadaczem lub współposiadaczem 13 patentów; 7 z nich wdrożył Intel. Najstarszy z nich pochodzi z 1983 roku. Wynalazca należy też do PAEC – Polish American Engineers Club – polsko amerykańskiego klubu inżynierów.

    19 maja 2006 wygrał pierwszy konkurs "American Inventor" amerykańskiej telewizji ABC za wynalazek sferycznego fotelika samochodowego (ang. spherical safety seat) o nazwie Anecia Safety Capsule ochraniającego niemowlaki w trakcie kolizji. Fotelik ten powstał pod wpływem bólu wynalazcy po śmierci jego córki Anety w wypadku samochodowym. Idea wynalazku polega na tym, że wewnętrzna sfera porusza się w czasie zderzenia, m.in. ograniczając wpływ zderzenia przez zamianę energii kinetycznej uderzenia na ruch obrotowy. Za zwycięstwo w programie zarobił 1 mln dolarów. Liberkowski jest aktywnym uczestnikiem działalności postsolidarnościowej Polonii amerykańskiej, m.in. w jednym z nielicznych zagranicznych oddziałów Yacht Klubu Polski – YKP San Francisco. Jest żonaty, ma dwoje dzieci (bliźniaki).

    Janusz Liberkowski bezpośrednio po wygranej w konkursie American Inventor podpisał kontrakt na wdrożenie fotelika kapsuły z największym amerykańskim producentem sprzętów dla dzieci firmą Evenflo. Koncern zaproponował mu stanowisko dyrektora projektu, a wkrótce tak zmodyfikował jego pomysł, że wynalazca stracił zainteresowanie współpracą. Wypowiedział więc umowę i na własną rękę rozpoczął dalsze badania. Obecnie szuka w Polsce partnerów do produkcji swej innowacyjnej kapsuły.
  • @prometheus Teraz wiem o co Ci chodziło z tym:
    "Naturalne nastepstwo pomyslu Janusza Liberkowskiego" . Liberkowski ogłosił swoje dzieło 2 lata po mnie.
  • Skoro mowa o wynalazkach to zamieszczam moje ulubione:
    http://www.youtube.com/watch?v=aHVBu77jz4w&feature=relmfu

    http://www.youtube.com/watch?v=FLek_3Hpwus&feature=relmfu
  • jeszcze jeden
    http://www.youtube.com/watch?v=t2merTZ7QFs&feature=related
  • @koolart
    Z tymi silownikami to siepomylilem. Zle zinterpretowalem wizualizacje. Myslalem ze chcesz uzyc silownikow do zmiany polozenia kapsuly a przeciez ty chesz nimi kapsule wyhamowywac. Tu sprawdzilby sie wynalazek Lagiewki.

    Jezeli widze jakies minusy to fakt, ze mogly by dzialac mocne przeciazenia na kregoslupy oraz nieskutecznosc rozwiazania w przypadku kolzji z drzewem
  • @prometheus
    Przeciążenia na pewno byłyby mniejsze, łagodniejsze, z opóźnieniem i co najwyżej wciskałoby w fotel. Podobnie byłoby w zderzeniu z drzewem jeśli tylko strefa zgniotu byłaby odpowiednio długa i mocna.
    Jeśli chodzi o filmy z perpetum mobile i wykorzystaniem tzw " free energy" to już zupełnie inne zagadnienie i to dość popularne na NE. W moim odczuciu laika układy takie jak zademonstrowane perprtum z magnesami mogą działać w układzie zamkniętym do czasu aż nie zaczniemy pobierać od nich tej energii żeby ją wykorzystać. Wtedy zabawka stanie.
  • @Torin
    Dzięki Torin za obronę przed tymi "małpoludami" :)
  • @koolart
    Po co prąd, auto najbardziej ekologiczne jest na sprężone powietrze. Do solidnej butli (większej od typowej na powietrze techniczne) można sporo napakować pod ciśnieniem dajmy na to 300 atmosfer. Auto miejskie i na niewielkie raczej odległości idealne, własna sprężarka powietrza może mieć solarne zasilanie, oraz z prądnicy podczas jazdy. Wymiana butli musi być automatyczna, albo bez wymiany jeszcze lepiej.

    Co do wypadków, to solidna klatka z najnowszych materiałów w miarę tanich. Obecne samochody są specjalnie jakby z tekturowej blaszki, a ludzie giną jak muchy. Ilu zginie w te kilka dni od piątku do środy? Niecały tydzień, a rzeź będzie jak w miesiąc. Co dają poduszki itd kiedy słaba konstrukcja jest? Gdzie solidne strefy zgniotu? Auta niektóre są właściwie bez przodu, bez tyłu. Jak walnie tak amen obojętnie jak.

    Hamulce ABS powinny być wszędzie, dociskasz do końca do blokady i wchodzi system awaryjnego hamowania, aż do momentu popuszczenia pedału. Na poślizgu pewny zgon. To też wady konstrukcji opon, mały bieżnik, kółeczka coraz mniejsze.

    Układy z magnesami do wspomagania napędu powietrznego byłyby bardzo racjonalne. I kwestia wytwarzania prądu do sprężania owego powietrza. Byleby bez dodatkowego silniczka na gaz, paliwo, bo to już hybryda zbyt złożona.
  • @prometheus
    Na mojego nosa te silniki magnetyczne SAME Z SIEBIE przy takich konstrukcjach bez monumentalnego powiększenia do wielkości np wielu metrów... mają i będą mieć słabą moc, to ograniczy zastosowania. Buja się i tyle. Co to ma zasilać? Komórkę?

    Natomiast na pewno możliwa jest potężna dźwignia przełożenia włożonej energii do jakichś tam elektromagnesów do osiągniętej. Wtedy będą moce zdolne i okręty napędzać. Dodać energii, elektromagnesy, byle nie przesadzić jak w Filadelfii kiedyś ;) pytanie czy to będzie dla ludzi zdrowe. Nie będzie. Nalegam na moją ideę sprężonego powietrza, tudzież faktycznie ciekawe silniki zmieniające ciepło w energię mechaniczną i elektryczną. Wtedy solary na samochodzie mogą bezpośrednio napędzać taki silnik. Lekkie to musi być.
  • @Marek Kajdas
    O napędzie na sprężone powietrze słyszałem parę miesięcy temu po raz pierwszy a powyższy projekt pochodzi z 2004 roku. Powietrzny napęd jest ciekawy ale ma zdaje się parę wad - wielkość i wytrzymałość zbiornika, koszt sprężania powietrza. A jaka jest wydajność takiego sprężonego powietrza?
    Jeśli chodzi klatkę nadwozia mającą chronić nie tylko przed deszczem ale i kolizjami to ich wytrzymałość jest zapewne wypadkową w której ważnym czynnikiem są koszty. Jasne, że każde nadwozie gdyby było zbudowane z pancernych blach wzmacnianych tytanem byłoby nie do zniszczenia ale pojazdy takie niestety raczej wciąż nie byłyby popularne. Byłyby za to ciężkie więc zużywałyby więcej paliwa. Tworzywa typu kevlar to zdaje się jeszcze wyższe koszty.
  • @koolart
    Jeśli chodzi o powietrze, jestem sceptykiem, kiedyś to nawet liczyłem i takie tam. Z tymi 300 atmosferami zdaje się pan Marek wstrzelił się dokładnie już w tzw zbiorniki wysoko ciśnieniowe .:) Głowa mnie rozbolała od tych zbiorników pamiętam.:p
    Robiłem "w wodorze w garażu" też mnie głowa rozbolała i to z innych powodów niż pewnie myślicie.:) Samo jeżdżenie na tym to już jest pikulec i to prawie bezpieczny.:) Tam trzeba w dupę, izotopy rozdzielać, niezła impreza!:D Typowa zabawa z gatunku "nie róbcie tego w domu", i to mówię serio, jakbym miał kogoś zapłodnić twórczo.:)
    Abs jest dla kobiet, prawdziwi mężczyźni mają zablokowany i ręcznie robiony balans, siłę w zależności od... dobra jajca na bok. Automatyka przejmuje coraz więcej funkcji, przecież już teraz ABS to tylko jeden z wielu systemów, rzekłbym podstawowy.
    Europejskie strefy są nieźle policzone. Nie ma pan pojęcia co zostało by z kierowcy w solidnym buick'u z 55go roku. Buick wgięty zderzak, w środku świniobicie:)
    To ma się pognieść w kulkę, w tej chwili pojęcie "strefy zgniotu" jest przeniesione na cały pojazd. Cały jest strefą. Oczywiście klasa A i takie tam, mają miejsca na strefę 30centów, wyciskają z tej odległości ile się da. To są często majstersztyki z przemieszczaniem mas przeciwsobnie i takie tam.
    Chinolce, to próbują po chińsku, te strefy robić i takie też im wychodzą - chińskie.:p
    Ale oni się bardzo szybko uczą przez obserwację i kopiowanie. To będzie moment, zobaczycie.:)
    Kevlar w tej chwili nie jest przesadnie drogi. Zresztą już były próby seryjne z plastikami. Każdy koncern patrzy co idzie. Smarty (plastikowe)nawet szły, ale zdają się nie wyznaczać trendu. Interes dużego ryzyka, a już rynek wtórny słabo znosi nie blaszane karoserie. To rzutuje na rynek pierwotny. Każdy myśli kiedyś sprzedać..
    Ogólnie z plastikami i laminatami jest problem z powłokami, nie znaczy, że się nie da, ale dodatkowe trudności..

    E, nie ma za co!:) Małpoludy nie są zresztą chyba złe, ani złośliwe, lubią sobie pojajcować tylko.:)
  • @koolart
    Proszę samodzielnie zbadać kwestie sprężonego powietrza i zaprezentować nową wersję samochodu w takiej opcji. Wydajność niezła, to proste silniki są , małe opory toczenia, z górek samo jedzie, na postoju brak poboru powietrza, puszczasz wajchę i sssss jedziemy. Dobre dla OT, cicho jeżdżą, można rozmieścić artylerię ciągnioną bez rumoru na 10 km z wyciem silników. Jeżeli będzie choć 100 km zasięgu, to warto to rozwijać. Przydałby się prototyp. Może być na standardowe, bardzo tanie butle na techniczne powietrze z ponad 200 atmosferami. Może być ich bateria, ale wtedy trzeba raczej większego pojazdu. Zawór bezpieczeństwa w razie nagrzewania się odskakuje, powietrze ucieka bez wybuchu butli, acz wtedy samo można nawet polecieć. Butle z tlenem latały.

    W każdym razie część ludzi stać byłoby na bezpieczniejsze samochody z poteżną konstrukcją klatki, stref zgniotu. Powietrze jako paliwo to niepalność samochodu, ogromna zaleta. Mnóstwo ludzi spaliło się żywcem w te 20 lat, inni wcześniej za komuny. Gdyby było powietrze.. czy każdy musi mieć wielki zasięg? Mnie 100 starczy, lepiej 150.
  • @Marek Kajdas - napędy pneumatyczne i nie tylko.
    Panie Kajdas - proponuję Panu pisać o tym w czym jest Pan fachowcem, a napęd pneumatyczny zostawić... fachowcom.
    Nie będę tłumaczył tutaj od podstaw wad tego napędu. Zresztą od nauki jest szkoła...

    Jeśli Pan publicznie taki napęd propaguje, to proszę zacząć od obliczeń i zamieścić je w NE zamiast opowiadać jak mały Jasio o wojnie.

    Natomiast gratulacje dla Koolarta. Bardzo nowatorska i ciekawa idea. Dużo bardziej realna do zastosowania w smochodzie osobowym niż zderzak pana Łągiewki. Oczywiście do produkcji nie wejdzie i to nawet bez uciekania się do konspiracji wielkiego biznesu (chyba że w jakimś specjalistycznym zastosowaniu) .
    Jej główna wada - ta sama co w zderzaku Łągiewki - znaczny wzrost masy pojazdu i duże dodatkowe koszta które z oczywistych względów zostały by przerzucone na klienta. Kilent mając do wyboru to bezpieczniejsze acz dużo droższe rozwiązanie - wybierze tańsze tradycyjne i cała inwestycja producenta pójdzie na marne.
    Wzrost masy z kolei oznacza automatyczny wzrost zużycia paliwa. Drakońskie obniżenie norm spalania narzucone na producentów europejskich i amerykańskich przez rządy (od 2020 roku), czynią jakikolwiek wzrost masy pojazdu opcją niemożliwą do przyjęcia.
    Tradycyjna konstrukcja jest jak puszka, i łacznie z kabiną przenosi wszelkie obciążenia. Podzielenie jej na dwie odrębe "puszki" powoduje - poza wieloma innymi utrudnieniami - konieczność takiego ich zaprojektowania, by każda z tych puszek była odpowiednio wytrzymała. Nie mówię tu o wytrzymałości przy zderzeniu, ale podczas normalnej eksploatacji. Oznacza to wzrost masy.

    Dodatkową kwestią są normy które pojazd musi spełniać. Kierowanie "by-wire" należy do jednej z nich i do niedawna było prawnie zabronione. Nie wiem jak jest w tej chwili bo wyszedłem z tej działki.
    Na siłę można by to rozwiązać wyłącznie mechanicznie, gdzie wał kierownicy rozłączał by się podczas silnego zderzenia, ale sami widzicie że oznacza to komplikacje, na pewno droższą konstrukcje sterowania, cieższą, nowe rozwój, inwestycje i tak dalej i tak dalej. Dochodzi też mechanizm hamulca który też nie mógł być całkowicie "by-wire".
    Tym niemniej sam pomysł jest naprawdę nowatorski i ciekawy sam w sobie. Tchnicznie mozliwy do wykonania i na pewno by działał zgodnie z założeniami autora.
    Co do skopiowania go przez wspomnianego konstruktora Polaka z USA... wątpię. Inżynierowie z reguły myślą w podobny sposób. Mając konkretny problem do rozwiązania, 8 na 10 z nich rozwiąze go w ten sam lub bardzo podobny sposób. I tutaj właśnie patenty okazują się największym złem. Praktycznie nikt nigdy nie studiuje patentów by rozwiązać jakiś konkretny problem. Założę się że i nasz Koolart tego nie zrobił. Po prostu rozwiązuje się problem samemu a potem jest się ściganym przez właściciela jakiegoś tam patentu za niby-plagiat.

    Polscy wynalazcy powinni nauczyć się jednej cennej zasady. Jeśli chcą odnieść sukces muszą tworzyć rzeczy które rozwiązują konkretne problemy jakie mają producenci, a nie problemy jakie im się wydaje że producenci mają. Jednocześnie ich rozwiązania muszą być TAŃSZE niż rozwiązania obecne. Jeśli do tego w przypadku samochodów będą również lżejsze lub w inny sposób zapewnią zmniejszenie zużycia paliwa, to pozostanie tylko złożyć wniosek patentowy w USA - tzw. Provisional Patent za jedyne 100 dolarów (z odręcznym nieformalnym rysunkiem rozwiązania). Polskim urzędem patentowym nawet sobie nie zawracać głowy. Od złożenia tego patentu wynalazca będzie miał rok na znalezienie zainteresowanej firmy i na złożenie podania o patent tzw. Utility, który już kosztuje.
    No cóż, jak uczy doświadczenie - jeśli w ciągu roku nie zainteresuje się nikogo, to nie warto sobie dalej głowy zawracać i pakować się w koszta. Widać to jedynie nam się wydawało że nasze urządzenie zbawi świat.
  • @Torin
    O wszystkim oczywiście decydują koszty i interesy a mniej korzyści użytkowników. Niektórzy twierdzą, że gdyby motoryzacja rozwijałaby się tak szybko jak informatyka to zamiast jeździć latalibyśmy robiąc 100 km na paru kroplach paliwa.
    A malpoludy w porządku.
  • @Marek Kajdas
    Podobają mi się różne alternatywne sposoby napędzania pojazdów ale proszę wybaczyć, póki co nie mam żadnych możliwości technicznych i finansowych żeby ich sprawność zweryfikować. Zresztą szkoda, bo chętnie wziąłbym udział czymś takim :).
  • @Robert Wagner
    Panie Robercie, żaden z nas tu dywagujących nie jest chyba specjalistą w tych sprawach zwłaszcza, że i dziedziny techniki dość pionierskie jeszcze. Ot wymieniamy pomysły i uwagi żeby podzielić się z innymi i ewentualnie dowiedzieć się czegoś nowego.
    Pan wnosi np. pożyteczne informacje dotyczące patentów.
    Czy ktoś od kogoś ściągnął czy nie, albo się zainspirował tego też nikt nie przesądza. Nieraz już wpadałem na pomysły, na które wpadł ktoś wcześniej. Zapewniam jednak, że ja kompletnie nie znałem pomysłu Liberkowskiego tym bardziej, że swój wysłałem do Focusa na konkurs dwa lata przed tym kiedy on w USA wysłał swój na tamtejszy konkurs o czym zresztą też dowiedziałem się przypadkiem grubo później. U mnie dojście do rozwiązania to był pewien proces i selekcja pomysłów.
    Szkoda, że nagroda w konkursie Fousa to tylko maleńka cząstka tego co wygrał Liberkowski w amerykańskim konkursie :}. Czyż choćby to nie świadczy o tym jak traktuje się pomysły i wynalazczość w Stanach a jak u nas?
  • @koolart
    Ja wręcz jestem pewien. "Wymyśliłem" ze dwie rzeczy które potem ktoś zaczął produkować. Nieprzyjemne uczucie. O kradzieży mowy nie ma, chyba, że czytają mi w głowie.:p
    Znam oprócz tego jeszcze jedną osobę osobiście która miała to samo i wiem, że nie ściemnia bo widziałem urządzenia.:)

    Teraz mam w głowie (i częściowo nie tylko) dwa pomysły, które mnie całkowicie, absolutnie, przerastają badawczo i logistycznie. Ciekawe kiedy zobaczę ciekawostkę w Wiadomostkach.:p

    W kwestii napędów i paliw jest tak jak pisze p.Robert to jest policzalne, nie trzeba od razu budować hamowni. Hamownię się spawa, żeby potwierdzić.:)
    W pełni zgadzam się z opinią na temat wykorzystania sprężonego powietrza. Niestety.:(
    jednocześnie myślę, że demonizuje wzrost masy w twoim pojeździe i zużycie paliwa w wypadku klasycznej spalinówki. Masa nie powinna przekroczyć 1,2 - 1,5 T spalanie 5l - 10l w zalezności od jednostki napędowej.
    Wzrost komplikacji "budy" i koszty kluczowe. Do tego terra icognita odbioru na rynku.

    P.S
    Rozwój mikroelektroniki od jakiegoś czasu jest jakby pozorny, komercyjny. Cyferki sie zmieniają, nowe protokoły i interfejsy nie kompatybilne ze starymi, ale jakoś to wszystko nie chodzi 100razy lepiej od starego jakby wynikało z prostego przeliczenia.
  • @Koolart i Torin
    Nie zrozumieliśmy się Koolart. Ja nie sugeruję w żadnym stopniu że swoją kostrukcję podpatrzyłeś gdzie indziej. Jestem pewien że wymyśliłeś ją sam. Równocześnie wydaje mi się że Liberkowski również wpadł na to samemu a nie ściągnął od ciebie. Tak to już wśród inżynierów i wynalazców jest. Choć zdarzają się też plagiaty...

    Liberkowskiemu nie zazdrość. Cały cyrk i tresurę przez którą facet musiał przejść by w programie brać udział... naprawdę tego nie chcesz. Pomyśl też o tysiącach innych z których zrobili cyrkowe małpy zanim jeszcze wyselekcjonowano niektórych do programu, i tych którzy tam wzięli udział a nie wygrali niczego. Wszystko po to by show się dobrze sprzedał...
    Polacy mają jedną cechę - zazdroszą innym myśląc że gdzie indziej jest lepiej. Że się "coś docenia". Trochę mi się krew wtedy burzy, bo 25 lat spędziłem w Kanadzie i USA jako inżynier i wynalazca i nikt nigdy mnie nie rozpieszczał. Nikt w najmniejszym stopniu nie pomógł. Natomiast wydudkano mnie i to zdrowo, łacznie z rządem amerykańskim.
    Doszedłem do jednego wniosku - nikt nigdy ci nie pomoże, jeżeli nie pomożesz sobie sam. Jeśli nie będziesz miał urządzenia które działa i jesteś w stanie go sprzedawać (oczywiście w jakimś niszowym zastosowaniu). Jeśli potrzebujesz innych, to nikt nie zaproponuje ci niczego konkretnego prócz ochłapów. A i to będziesz miał szczęście, że nie wydudkali cię zanim coś dostałeś. Jeśli wynalazca nie poradzi sobie w Polsce - na 100% nie poradził by sobie w Ameryce.
    Wielu moich kolegów ze studiów w miało prototypy i zrobione i przebadane na politechnikach (oczywiście w Polsce). Zawsze jakoś dało się to "załatwić" lub podpiąć pod program badawczy. Natomiast kiedy ja zwracałem się do uczelni amerykańskich (często nawet po znajomości) to zawsze otrzymywałem entuzjastyczną odpowiedź, chęć współpracy i horendalną stawkę za godzinę korzystania z ich laboratoriów. Całkowity wstępny koszt nigdy nie był niższy niż 100 tysięcy USD. Na tym współpraca się kończyła.
    Kupiłem więc zezłomowaną frezarkę, tokarkę i zapisałem się na wieczorowy kurs obsługi tychże.
    Nawet taki kurs w „państwowej szkole” to koszt kilku tysięcy dolarów, jako że w USA nic nie jest za darmo. Jednak dzięki temu jestem w stanie wykonywać większość części do prototypów i jakoś sobie daję radę.
    Czy muszę wspominać, że moje projekty zgłaszałem do DARPY i innych instytucji rządowych z prośbą o granty?... To było dopiero doświadczenie i przebudzenie!
    Złożenie projektu do DARPY wiąże się z taką biurokracją, że naprawdę trzeba część roboty powierzyć fachowcowi od rachunkowości. No i ten ich wymóg, że praca nad projektem musi być twoim głównym zajęciem - czyli porzucenie pracy . A pieniędzy na ten pierwszy etap przyznają tyle co kot napłakał.
    Na trzy projekty które zgłosiłem i tak się zresztą nie załapałem. Dałem sobie w końcu z nimi spokój.
    Mam też znajomego inżyniera wynalazcę. Ten załatwił sobie „angel investors”. Ci z kolei załatwili jego. W tej chwili jest bankrutem a oni są właścicielami jego patentów i firmy. Na dodatek go sądzą...
    Dlatego ja teraz po prostu robię swoje i liczę wyłącznie na siebie. I powiem wam szczerze – mam spokój ducha i przyjemność.
    Co do napędów pneumatycznych... nawet nie chce mi się zaczynać tłumaczyć. Niektórzy szarlatani próbują robić na tym pieniądze i robią wokół siebie wielki szum. Najgłośniejszy jest pewien Francuz o którym pewnie niektórzy słyszeli. Cudowny silnik stworzył który z niczego robi ho ho ho... i jeszcze więcej.
    Tak się składa że ja też wymyśliłem nowatorski silnik pneumatyczny. Zrobiłem wiele prototypów - w końcu chodzi. Napęd pneumatyczny przeanalizowałem i ja i firma w której pracuję, aż do bólu. Fizycznie jest to nierealne na obecnym poziome technologi. By uzyskać jakikolwiek rozsądny zasięg, potrzebne są gigantyczne ciśnienia. Te 200 atmosfer które sugerował Marek Kajdas to jak propozycja napędu samochodu elektrycznego akumulatorem od małego Fiata. No chyba że większość samochodu to będzie ten zbiornik. Ale nawet wtedy...
    Laicy myślą że największy problemem jest zbiornik wysokociśnieniowy. Niestety nie. Sprężanie do takich ciśnień to naprawdę wyzwanie dla ogromnych, wielostopniowych, przemysłowych sprężarek. Już lepiej robić to kriogenicznie, skraplając powietrze. Ale drugi wielki problem to... rozprężanie z tego ciśnienia! Czy widzieliście co się dzieje kiedy odkręcicie kurek butli z gazem? Tej niskociśnieniowej? Od razu cała w szronie. Sprężając do wielkich ciśnień marnujemy ogromną ilość energii. Musimy chłodzić to sprężane powietrze. Ilość ciepła które trzeb odebrać jest gigantyczna. Wiecie jaką temperaturę osiąga powietrze w silniku diesla pod koniec sprężania? Zapala się od niego olej napędowy! A my mówimy o konieczności spreżenia do kilkakrotnie wyższego ciśnienia. Kiedy to później rozprężamy – wszystko dzieje się na odwrót. Zamarza silnik pneumatyczny. Smary, nawet te najlżejsze mają gęstość smoły. Nie ma możliwości ogrzania go powietrzem z zewnątrz, bo musielibyśmy dmuchać ogromną turbiną – tyle powietrza było by potrzeba. Pozostaje więc jedno: rozprężane powietrze ogrzewać spalając... benzynę, ropę, gaz... cokolwiek. Super – prawda?
    Takie podgrzewanie ogromnie zwiększa zasięg, to prawda, ale jednak bez podgrzania się nie obejdzie. Więc marnujemy paliwo sprężając do wielkich ciśnień a potem rozprężając. Biorąc jeszcze pod uwagę poziom komplikacj, skurka nie jest warta wyprawki. Przepraszam że piszę to wszystko tak prostym językiem, ale sami powiedzieliście że nie chcecie prowadzić dyskusji na poziomie naukowym.
    Dam wam jednak pomysł, który ma pewien sens, ale tu od razu dodam – jedynie w przypadku samochodów ciężarowych które mają sporo miejsca. Otóż: niskociśnieniowy, penumatyczny napęd hybrydowy. Alternatywa dla hybrydowego napędu elektrycznego i hydraulicznego. Ma to sens, ponieważ musimy tu zapewnić napęd na jedynie 20 sekund, sprężonego powietrza (sprężanie podczas hamowania samochodu) nie musimy chłodzić, a rozpręża się ono wtedy do temperatury poczatkowej, czyli otoczenia.
    Kiedy byłem w Polsce lat temu ileś, docent jednej z politechnik zaproponował mi robienie na ten temat pracy doktorskiej. Głównym elementem napędu miała być moja sprężarka/silnik pneumatyczny. A więc sami widzicie jak to w Polsce wcale nie jest źle. Niestety, tak-niestety, dyrekcja w mojej pracy też odkryła co zrobiłem (został opublikowany mój patent) i nie miałem wyjścia – musiałem oddać wszystko mojej firmie, łącznie z prototypami które sam stworzyłem. W USA, w przeciwieństwie do Europy, inżynier nie jest właścicielem swoich wynalaków i nie ma prawa do żadnego procentu z ich sprzedaży. Wszystko należy do pracodawcy, nawet jeśli wynalazki nie mają nic wspólnego z jego pracą zawodową.
    Tak wiec przeanalizowaliśmy, firma się podnieciła i zaczęliśmy pracę nad pneumatycznym napędem hybrydowym mojego pomysłu. Dobrze że mnie nie wyrzucili i nie sądzili, bo zgodnie z prawem mogli.
    Jednak jak to zwykle bywa, zawsze coś się przyplącze. Tym razem przyszedł kryzys, o którym w Polsce się jedynie słyszy a tu naprawdę on jest. I tak maciupeńkie zresztą fundusze jakie na projekt przeznaczyli ucięto, projekt zakończono i skierowano mnie do innej roboty, niesamowicie zresztą ciekawej, ale to już temat na inną bajkę...
  • @Robert Wagner
    Wszycho prawda. Tyle mocy ile powietrza, ale pod warunkiem, że się poda paliwo!:D
  • @Torin
    Widzę, że jest tutaj grono zainteresowanych wynalazczością. Może jakieś nieformalne koło wynalzców i sympatyków na Nowym Ekranie ?
    Te ostatnie dyskusje trochę mnie zainspirowały do kolejnego pomysłu :).
  • @Robert Wagner
    Zazdrość to oczywiście brzydka cecha ale jeśli nawet Liberkowski musiał przejść przez różne mało przyjemne etapy to jednak miał szanse wziąć udział w takim konkursie bo takie w Stanach są one organizowane. Zawsze więc jakaś szansa przynajmniej istnieje. Zresztą wystarczy przeczytać statystyki dotyczące ilości wynalazków jakie powstają w Stanach w porównaniu z Polską. Jak widać nigdzie nie jest różowo jeśli chodzi o klimat dla wynalazczości. U nas napewno nie jest łatwiej chociażby z braku wystarczających (jakichkolwiek) środków finansowych żeby pomysł we własnym zakresie doprowadzić do realizacji.
    Dzięki za wykład dotyczący silników na sprężone powietrze. Dyskusje o takim napędzie zainspirowały mnie do pewnego pomysłu, ale po lekturze Pańskiego komentarza trochę ostygłem i pomysł, którym się zapewne podzielę wkrótce, potraktuję z dużym dystansem :).
  • @koolart
    Jest dział nauka i technika. Mamy nawet "wiodących wynalazców", dwóch, bodaj się nienawidzą:P
    W sumie to i tak swój pozna swego. Tak jak to się w zasadzie stało pod twoim postem.:)
    Wydaje się że p. Robert jest z nas najbardziej zaawansowany naukowo-wynalazczo, może miałby coś fajnego do nawinięcia na ucho?:)
  • @Torin
    Pamietam, że były ciekawe wpisy dotyczące konstrukcji paneli słonecznych.

    No właśnie, też bym chętnie o czymś przeczytał. Tylko żeby nie było zbyt hermetyczne bo nie mam wykształcenia technicznego :).
  • @koolart
    Dupa jest z tym powietrzem, energii masz tyle ile napompujesz czyli kot napłakał, za to całego kota musisz wozić i to jeszcze upchanego konkretnie.(oczywiście tak jak pisał p.Robert, tylko skraplanie sie liczy)
    Stratę masz już oczywiście na samym upychaniu piękną. Jak rozprężasz masz fabryczkę lodu. Oczyzawisły, że przy sprężonych paliwach gazowych też masz reakcję endotermiczna, ale ponieważ to jest paliwo i nie korzystasz z samego faktu sprężenia to strumyk jest nieporównanie mniejszy przy nieporównanie większej mocy, w razie czego stać cię na ogrzewanie, zresztą i tak musisz chłodzić, więc wymiennik i gitara. Żadne halo, tak działa każdy zagazowany samochód. Grzebałem przy wodorze bo ma rewelacyjne współczynniki i jest absolutnie czysty H2O, ale pakowanie tego kota to jak czesanie pod włos niekarmionego od tygodnia tygrysa.
    Tylko w bajce to jest takie proste, że w to H2O wkładasz odizolowany kabel i łapiesz wodór i uwalniasz tlen, bo jesteś liberałem i nie możesz patrzeć jak cierpi w niewoli.
  • @Torin
    Nie napaliłem się zbytnio na to kompresowane powietrze ale są miejsca gdzie taki beziskrowy i bezspalinowy napęd miałby rację bytu. W kopalniach zwłaszcza.
    Nie wiedziałem, że w technice można także kierować się przekonaniami politycznymi, w dodatku z taką empatią wyrazać się o zniewolonym tlenie :)
    Pozdrawiam
  • @koolart
    Ależ oczywiście, tym bardziej, ze jest to podobna empatia. Później go pobierasz na prawach wolnego rynku. Nic tlenu nie zmusza, żeby dla ciebie pracował! Wolność rządzi!:)
  • @koolart
    > Nie wiedziałem, że w technice można także kierować się
    > przekonaniami politycznymi

    Demokracja wszystko upolitycznia i dlatego jest zła. Szkolnictwo jest publiczne, a więc programy edukacyjne powstają w ramach pertraktacji politycznych, jako partyjny kompromis i zmieniają się wraz ze zmianami partii rządzących. Dotyczy to też szkół wyższych, które są organami państwa, a więc są politycznie uwarunkowane. Tak samo od polityków zależą instytuty naukowe, i w ogóle cała nauka - łącznie z techniką i wynalazczością. Nie można więc być wynalazcą, który nie będzie uwikłany w układy polityczne...
  • Kolorat , Panowie ...
    Fajna notka (wiele... wyjaśnił Pan R.Wagner). Zastanawiałem się, co chce Pan powiedzieć, tak naprawdę: Czy to, ze był Pan pierwszy, czy to , że ktoś też wpadł na podobny pomysł, czy to, ze trudno zrealizować swoje pomysła itp ...?
    No bo, ze tak jest, "jak jest", wie każdy babrąjacy sie w tej materii".
    To, co sie przydarzyło Panu ("wspólna" kapsuła !) i Panu Januszowi Liberkowskiemu ... jest czymś bardzo normalnym , ba naturalnym !!! Nie będę pisał dlaczego tak jest. bo co tu pisać o naturze rzeczy. Chciałbym tylko namówić Pana i innych do pogodzenia się z tym zjawiskiem pewnej "ko-incydencji takich " zdarzeń. One występowały, występują i będą występować. Sprawa w tym aby odbierać je jako coś bardzo pozytywnego dla siebie. Tak pozytywnego, pomimo, że ktoś też wpadł na podobny pomysł jak MY.

    Nieukrywam, ze przez długi okres w moim życiorysie, taka sytuacja była dla mnie "destrukcyj-na". Zwalczyłem to w sobie, bo jest to przecież sytuacja , która tak naprawdę wspiera nas, utwierdza, przecież w tym, ze myślimy o rozwiązaniu technicznym właściwie. Trzeba tylko przyjąć to POZYTYWNIE i jakby stanąć na tym "schodku-etapie", ....ale iść dalej (wektor inercji myśli - jego kierunek - zazwyczaj jest wtedy prawidłowy!). Sprawa w tym, aby się nie zatrzymać, na tej drodze do właściwego rozwiązania ( pamiętając o tej inercji myśli, też zawsze- zmieniać "kierunki myśli" (np ARZW-Altszuler).

    Aaa.. wszelkie, wybrzydzanie otoczenia itp, trudności trzeba brać "do siebie" - znosić - tylko o tyle, aby były pomocne, w ocenie i weryfikacji rozwiązania - "na dzisiaj". To jest też cenne !!! trzeba to przyjąć - pozytywnie (mimo, że bywa to krytykanctwem, na pozór, tak jest zawsze!).
    ________________________

    @Robert Wagner - dzięki za (ale!):

    //Dam wam jednak pomysł, który ma pewien sens, ale tu od razu dodam – jedynie w przypadku samochodów ciężarowych które mają sporo miejsca. Otóż: niskociśnieniowy, penumatyczny napęd hybrydowy. Alternatywa dla hybrydowego napędu elektrycznego i hydraulicznego. Ma to sens, ponieważ musimy tu zapewnić napęd na jedynie 20 sekund, sprężonego powietrza (sprężanie podczas hamowania samochodu) nie musimy chłodzić, a rozpręża się ono wtedy do temperatury poczatkowej, czyli otoczenia.//

    Wybaczy Pan, że go nie wezmę "do siebie" a i dla siebie !
    Dzięki, ale jest on (ten pomysł,chehe - b. życzliwie) tez wynikiem i moich prac i studium napędu o podobnych założeniach jak Pańskie. Kto był pierwszy ? Nieważne, liczy się kto urzeczywistni rozwiązanie !
    Co do "bilansu" w napędzie pneuma tycznym, zgoda całkowita. Ale, no właśnie, to "małe" ALE !!!
    To ono, decyduje często , o sukcesie każdego rozwiązania. To wyodrębnienie właściwego zjawiska, ustawienie go we właściwym miejscu, dla funkcji konstrukcji sprawia, że staje się rozwiązanie realnym-możliwym, właściwym, do zastosowania z sukcesem.

    Ale, Pan to wie,przecież doskonale. Jak Pan, potwierdzi (szczerze !) jeszcze to, że dla Pana - sam proces dochodzenia do właściwego rozwiązania, jest ważniejszy (często) od rezultatu - to wiem, że "nadajemy na tych samych falach". To miłe
    Tak niestety jest, że sam proces (pokonanie siebie) jest "tu" bardzo ważny, ba najważniejszy bywa. Czuję to w Pana ostatnim wpisie - użył tam Pan słowa "ciekawe"(nowe inne "zadanie"), pomimo, ze już nie to, co za fascynowało kiedyś ...To Pan "oddał nam". Co Pan nato ? Miło mi było Pana poczytać. Szczęść Boże

    __________________________

    @GPS 65 - Świat uszczęśliwić trudno, ale siebie ? Zna Pan to (?), to dowód na "niemożliwe w garażu"(znajdzie tam Pan wiele !!!):

    Franz Schoefmann - skromny, za-fascynowany, "biedny niedouczony", CO ???:
    http://www.youtube.com/watch?v=WHA8PlieHIg&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=7RZOiEryX0c&feature=related
    http://www.youtube.com/watch?v=oUP1Ww2Y38Y&feature=related
    http://www2.gen-corp.jp/GENH-4_en/index.htm
    http://www.youtube.com/watch?v=5S9u3yxfSdQ&feature=player_embedded

    no i coś szczególnego dla Pana GPS65 (?)

    http://www.youtube.com/watch?v=v92vJJzVTgk&feature=related

    Polityka jest wszedzie. Instytuty wdrażają, ale zazwyczaj kariary. Wiem cosotem (ponad 30l doswiadczeń. No ale doswiadczenia jak szczoteczka do zebów - najlepjej używa się ją osobiście (cyt. z forum fr. "giro").
    Trzeba sobie jakoś radzić:
    W... Turyńskim garazu też możliwe (jw) - pozdr @Torin! - z.B. i pn.zach. i na HHO !)
    _______________________________

    A tak ogólnie, to szkoda mi MŁODYCH - bo brak im "atmosfery"( prostych,inspirujących czasopism, książek "ruskich" typu N.Kniga" itp) wydawanych na zwykłym papierze , z prostymi rysunkami tech, schematami (czystymi) - poputaryzującymi technikę i zapładniajacymi wyobrażnię "dzieci "!
    Takich o jakich pisze Pan Kolorat.

    Te "reali styczne wydania", gmatwają rzeczywistość, niepobudzają wyobraźni - ranią ją młodym. Sprawiają , ze możliwe jet tylko "fabryczne".....
    Odbierają siłę własnym poczynaniom (młodym poczynaniom).
    Dlaczego tak jest ? Ano dlatego, że niema, nie za-potrzebowania, a chęci WIDAWCÓW !!!! (.)
    Rynek jest - jak zawsze (był i będzie) !!!


    Wszystkim.... Szczęść Boże
  • @GPS.65
    W socjalizmie, komunizmie czy ;) socjaldemokracji wszystko jest polityczne. A na poważnie: niestety wszystko jest polityczne! Marzy mi się świat, w którym można normalnie żyć nie mając nawet świadomości, że istnieje takie coś jak polityka.
  • @Torin - ciężar samochodu.
    Dlaczego redukcja cieżaru jest wiele warta? Ponieważ obniżenie masy samochodu osobowego o 100kg oznacza automatyczne zmniejszenie spalania o 3-6%, bez konieczności robienia czegokolwiek więcej. W związku z tym, że rząd USA, UE, Japonii wprowadzają obligatoryjne normy na zużycie paliwa przez wszystkich producentów samochodów, jest po prostu absolutnie niemożliwym by nawet rozważać zastosowanie rozwiązań zwiększających cieżar samochodu. Dla przykładu w USA gdzie w tej chwili średnie spalanie w samochodzie osobowym wynosi ponad 10L/100km, już w 2020 (za jedyne 8 lat) ma obligatoryjnie wynosić 4,8L/100 a w 2025 – 3,8L. Pickupy i średnie SUV mają osiągnać 6L/100 w 2020 i 4,7L/100 pięć lat później. W dużych amerykańskich samochodach jest to niemożliwe w tej chwili do osiągnięcia, a do malutkich samochodów Amerykanie sie nie przesiądą.

    Redukcja spalania o ponad 50% jest czymś niewyobrażalnym, zważywszy że samochody na 2020 projektuje się już teraz, a obecna technologia na to nie pozwala. Dlatego moja przepowiednia jest taka, że tej redukcji się nie osiągnie i normy będą musiały być podwyższone. Identycznie jak to miało miejsce z obligatoryjnym wprowadzeniem do produkcji samochodów elektrycznych ponad 10 lat temu. Miliardy zmarnowanych dolarów na coś co politycy chcieli osiągnąć wbrew prawom fizyki.
    Jak więc widzisz – jakakolwiek propozycja wymuszająca wzrost masy samochodu naprawdę nie ma najmniejszej szansy na realizację.
  • @tfur-ja
    " Zastanawiałem się, co chce Pan powiedzieć, tak naprawdę: Czy to, ze był Pan pierwszy, czy to , że ktoś też wpadł na podobny pomysł, czy to, ze trudno zrealizować swoje pomysła itp ...?"
    Tak naprawde chciałem się podzielić pewnym pomysłem i to jest zasadnicze przesłanie tej notki, właśnie po to żeby mogły paść różne argumenty za i przeciw, żeby można było przedyskutować. Poutyskiwałem sobie przy okazji także - ale pogodnie, bez zawiści - nad marnym losem wynalazcy w Polsce. Okazało się, że nie tylko w Polsce jest kiepsko.
    Jeśli dobrze Kolegę zrozumiałem to Kolega proponuje żeby tworzyć wynalazki dla siebie, niejako dla własnej satysfakcji i do szuflady. Więc jeśli zrozumiałem dobrze to zgadzając sie, że trzeba myśleć twórczo bez względu na wszystko chcę podkreślić, że każdemu zdrowemu na umyśle wynalazcy przyświeca idea poprawienia świata, zmienienia go na lepsze (chorzy na umyśle wymyślają środki masowej zagłady) bo pocóż w innym razie te wynalazki robić?

    I jeszcze ten "kolorat"! A co to jest ? Odmiana "purpurata" ? Skąd taka moda dzisiaj na przeróbki mojego nicka?

    Pozdrawiam
  • @Robert Wagner
    Ogólnie zgoda na temat spalania. Jednak jeśli chodzi o pojazdy elektryczne to wielu obserwatorów zagadnienia widzi tutaj nie problem z nieubłagalnymi prawami fizyki tylko w brutalnej ingerencj producentów paliw ropopochodnych, którzy nie życza sobie konkurencji. Prąd jak wiadomo można pozyskiwać nie tylko z paliw ropopochodnych.
  • @tfur-ja
    Dobrze, że turyńskim, a nie turańskim:D Pozdrawiam również!:)
    Tak, to nawet dalej posunięte mechanizmy. Kiedyś były tzw zainteresowania, hobby. Teraz to w większości jest związane z konsumowaniem, głównie mediów, trochę sporty. Natomiast zrobienie czegoś co działa daje niezwykły power. Udało mi się zarazić dwóch młodszych kolegów przez zwykłe gadanie tylko. Zrazu nie mieli zdania i ich niby nudziło. Z dnia na dzień ich wyobraźnia i chęć osobistego sprawdzenia dostawała rumieńców.:)
    Dużo z tego to bzdety i głupotki od których poważni naukowcy pukają się w czoło, ale ile radochy. Właśnie o tą radochę chodzi. Nie o etat, oni o tym zapomnieli. Dobrze piszesz - robia kariery, mniejsza na czym.

    Druga sprawa to zwyczajnie możliwości. Głupotki głupotkami, ale jak chciałbyś coś zrobić - pobawić się - w takiej dziedzinie jak pojazdy, czy choćby jednostki napędowe, silniki, przetwarzanie energii, to zaczynają się bardzo poważne schody. Tu nie chodzi o miliony, tylko, że my nie mamy nawet tysięcy, czasem setek. Trudno jest wszystko, co potrzebujesz, wyrzeźbić w drewnie scyzorykiem.:p samo wynajęcie garażu już kosztuje, a eksperymenty w garażu są nielegalne.:p
  • @Robert Wagner
    Nie wiedziałem, że tak wyśrubowali poprzeczkę w Stanach! Tez uważam, że konieczna bedzie weryfikacja i obniżenie wymagań i to jeszcze w kraju który do tej pory miał największe spalania i przestarzałe konstrukcje. To widzę w Stanach zarządzili rozwój jak w jewropie!:) Administracja wydala kwitek, którym można sobie w zasadzie od razu, wykleić szyby podczas malowania.:)
    Wie pan, że tak na prawdę liczy się emisja i spalanie z litra. Do pojazdu Koolarta można zastosować śmiało jednostkę palącą 5l. To kwestia osiągów.;) Na kompozytach absolutnie nie może ważyć więcej niż 1,2T. Ile ważą teraz cywile? 0,7-1,5T..
    Zresztą od takiego dylematu może się fotelikowa unia zawiesić i wpaść w stupor. Co jest ważniejsze, bezpieczeństwo, czy spalanie? :p
  • @Robert Wagner
    "Napęd pneumatyczny przeanalizowałem i ja i firma w której pracuję, aż do bólu. Fizycznie jest to nierealne na obecnym poziome technologi. By uzyskać jakikolwiek rozsądny zasięg, potrzebne są gigantyczne ciśnienia. Te 200 atmosfer które sugerował Marek Kajdas to jak propozycja napędu samochodu elektrycznego akumulatorem od małego Fiata. No chyba że większość samochodu to będzie ten zbiornik. Ale nawet wtedy...
    Laicy myślą że największy problemem jest zbiornik wysokociśnieniowy. Niestety nie. Sprężanie do takich ciśnień to naprawdę wyzwanie dla ogromnych, wielostopniowych, przemysłowych sprężarek. Już lepiej robić to kriogenicznie, skraplając powietrze. Ale drugi wielki problem to... rozprężanie z tego ciśnienia! Czy widzieliście co się dzieje kiedy odkręcicie kurek butli z gazem? Tej niskociśnieniowej? Od razu cała w szronie. "

    Coś za coś.
    Zakładamy iż zasięg nie jest priorytetem, większość ludzi potrzebuje dojechać do szkoły, pracy, sklepu itd do około 100 km dziennie, rzadko więcej, a PRZEWAŻNIE mniej. Jeżeli pojazd na sprężone powietrze bez żadnego skraplania będzie miał taki zasięg, to warto próbować. Zbiornik może być naprawdę potężny, w końcu to jakby podstawa takiego pojazdu. Wielostopniowa własna sprężarka? I cóż z tego? Nie musi napełniać do ciśnienia maksymalnego, to następowałoby na stacji ładującej.

    Tzw oszronienie występuje np na butli z tlenem podczas cięcia i używania dużych ciśnień, o ile pamiętam nawet z praktyki, to gdzieś od 6-8 atmosfer, przy 4-5 nie było problemów, przy większym poborze stosowało się albo baterię z dwóch butli, albo inne sztuczki. Słowem jest racją iż POBÓR powietrza sprężonego nie może być nadmierny, bo będzie zamarzała instalacja począwszy od przyłączy, reduktora przy butli. Tu się zgadzam w pełni, ale przy umiarkowanym poborze nie trzeba żadnego podgrzewacza.

    Pytanie jakie jest potrzebne ciśnienie wypływające z butli żeby pojazd o masie dajmy na to tony jechał pod górkę 100 km/h maksymalnie. Kto jest to wstanie wyliczyć, oszacować chodzić do rzędu wielkości?

    Silnik może być więc niesłychanie prosty, byle i pojazd był lekki, może więc butle stalowe należałoby zastąpić innym materiałem, lżejszym. Jedna taka standardowa waży ponad 80 kg. Potężniejsze będą ważyły znacznie więcej.

    Jeżeli nawet instalacja samochodowej sprężarki (kwestia czym zasilanej, w domu ewentualnie z gniazdka 230v) jest niemożliwa do przeskoczenia w co nie wierzę, to jednak można wymieniać całą baterię butli podobnie jak Autor artykułu sugerował to z baterią akumulatorów. Jakiś automatyczny system. Do samochodu np wejdą 3 butle każda na olbrzymie ciśnienie, sądzę że łatwo przeskoczyć 200 atmosfer do powiedzmy 300, a może jeszcze więcej. To nie jest tam mało i chyba starczy na te 100 km zasięgu.

    Kwestii skroplonego powietrza nie rozpatrywałem, a może... to jest pomysł... Chciałem jednak prostoty, możliwości tankowania sprężarką zasilaną czymkolwiek, np w gospodarstwie rolnym są różne możliwości wytworzenia biogazu, biopaliwa, wiatrak itd instalacja parowa nawet. Korzystanie ze sprężonego powietrza usiłuję sobie przypomnieć, bo nie mam domu takiej instalacji i tym mniej występowało zjawisko oszronienia przy niskich ciśnieniach, to jednak skroplony TLEN miał do tego skłonność większą.

    Przypomniała mi się maszyna czyszcząca rury z zastygłych tworzyw, kauczuku. Tam to były ciśnienia, pracował na tym przeszkolony pracownik, bo to naprawdę bestia. Zwykły wąż z powietrzem skacze jak wąż, a co dopiero tamto monstrum. Można nią było zabić człowieka jak mieczem z gwiezdnych wojen... Można wytworzyć wielkie ciśnienia, nie skreślałbym powietrza jako paliwa. Sprężanie jest drogie i to jest problem, ale gdyby wykorzystać źródła odnawialne, skojarzony system
  • @Marek Kajdas
    Właśnie sposób pozyskiwania sprężonego powietrza przyszedł mi do głowy z Pańskiej inspiracji. Myślę, że wkrótce to przedstawię ale od razu uprzedzam, że sam traktuję to jako zabawę intelektualną czyli z dystansem i sceptycznie.
  • @Marek Kajdas
    Właśnie w tym jest problem, że powietrze nie jest paliwem. Dysponuje pan tylko różnicą ciśnień. Paliwo jest np. kaloryczne, a ciśnienie jak w przypadku paliwa-gazu jest tylko skutkiem ubocznym szuflowania po korek w zbiornik, przez co zasięg staje się użyteczny właśnie.
    W rozwiązaniach o których mówił p.Robert, to powietrze jest wykorzystywane w zasadzie w charakterze akumulatora energii i zmierza do korzystniejszego wykorzystania, pracy jednostki napędowej przy nierównomiernych/nieoptymalnych warunkach pracy, zdaje się, że wspominał też o "odzysku" energii z procesu hamowania.
  • @Marek Kajdas
    Błagam - proszę najpierw policzyć zanim się cokolwiek zaproponuje.
    Jeśli zaś samemu się nie chce/nie potrafi/nie ma możliowsci - po prostu zapytać fachowców zamiast doradzać a nawet snuć teorie spiskowe. Proszę mi wierzyć - odpowiedzą z wielką chęcią. Pod warunkiem oczywiście że nie zacznie się ich za chwilę wyzywać od kolaborantów lub agentów.

    Powtarzam jeszcze raz: napęd czysto pneumatyczny jest fizycznie niemożliwy, nawet jak pan to ujmuje na "jedyne 100 km".
    Naprawdę błagam nie traktować inżynierów, naukowców i producentów (w tym wypadku samochodów) za idiotów. Gdyby się dało, już by było.
    Trzeba też pamiętać że zastosowanie egzotycznych technologii jest niesłychanie drogie i żaden Kowalski nie kupi małego miejskiego jeździdełka za 400 tys PLN tylko dlatego że zasila sie go powietrzem (czyli prądem z sieci-do-sprężarki).

    Takie napędy już były (podobnie jak elektryczne), zostały wyparte przez dużo lepsze i tańsze, więc nie odkrywajmy na nowo Ameryki.
    Dodam tylko że pojazdy pneumatyczne wciąż się produkuje. Gdyby było to tylko fizycznie i ekonomicznie możliwe, to ich producenci zaproponowali by zwykłym obywatelom wersje specjanie skonstruowane dla nich.
    Pojazdy te to pneumatyczne lokomotywy w kopalniach, ciągniki na lotniskach i parę innych zastosowań. Powód że są to pneumatyczne a nie spalinowe lub elektryczne - nie stwarzają zagrożenia pożarowego. Głównie chodzi o kopalnie o wysokim stężeniu metanu. Ich zasięg jest jednak niewielki, mogą być często doładowane i mają możliwość cięgnięcia za sobą zbiorników ze spręzonym powietrzem.

    Ostatni tramwaj o napędzie pneumatycznym jeździł bodaj po San Francisko około 100 lat temu. Miał wielką beczkę z gorącą wodą do podgrzewania powietrza. Wymieniało się tę wodę co kilka stacji.

    Jeśli ktoś zaproponuje rozsądne rozwiązanie, poparte OBLICZENIAMI, to gwarantuję że znajdą się chętni na rozwój takiego napędu.
  • @Robert Wagner
    Ma Pan z pewnością rację co do potencjału napędu powietrznego ale proszę zostawić też margines dla marzycielstwa bo z tego rodzą się nierzadko dobre pomysły. Często słyszymy o takich, którym się udało bo nie wiedzieli, że się nie da.
  • @koolart
    Chodzi o to żeby sam samochód sprężał sobie powietrze, zatem rodzaj hybrydy. Tu zasilaniem sprężarki może być jakiś oszczędny silnik spalinowy, zasilanie słoneczne, odzyskiwana-pozyskiwana energia podczas samej jazdy, hybryda może mieć kilkanaście opcji zasilania sprężarki, w tym jakieś cuda magnetyczne. Ostro mnie traktuje Pan Robert, ale nie obrażam się. Radzę jednak zmienić ton. To jednak bardziej zabawa, niż klub nobliwych noblistów.

    Powietrze jest takie ekologiczne, mechanizmy silnika ciche, proste. Wiele zalet, zbyt wiele żeby to odrzucać w ciemno bo "nie da się", bo "nie warto". Nie warto brnąć w spalanie benzyny, ropy. Z gazem jest nieco lepiej, właściwie gazami, jest przecież więcej możliwości. Cenię sobie pojazdy elektryczne zasilane domową instalacją, mam też 400 v. Nie jestem zaślepiony powietrzem na amen ;) i może to być na zasadzie akumulowania energii w sprężonym powietrzu. Sam też nad tym myślałem w innym kontekście domowych instalacji. Chodzi o dom autonomiczny odcięty od wszystkiego zewnętrznego. Wodę mam ze studni.

    Mamy powiedzmy w dzień, czy latem nadmiar energii i jak to magazynować na noc, na zwiększone zużycie, wręcz na chłodniejszą połowę roku? Da się? Jak? Np sprężarka i napełnianie baterii butli powietrzem. To lepsze niż toksyczne akumulatory, zaś nie ma opcji na przemysłowe metody. I tak mamy temat na nową dyskusję. Chodzi o każdy rodzaj energii, zwłaszcza jednak elektryczną jako najbardziej deficytową, uniwersalną. Można domowe urządzenia np szlifierkę w warsztacie zasilać sprężonym powietrzem, czy nawet energią mechaniczną z przemiany ciepła.
  • @Marek Kajdas
    Już mam coś a propos sprężania powietrza, ale odłożyłem to na później bo marsz ważniejszy z perspektywy chwili. Będzie okazja podyskutować.
  • @koolart
    Wpis dla liczby innej niż 69. Przesądy.
  • @Robert Wagner
    http://racjonalizm.nowyekran.pl/post/38200,proekologiczne-napedy-naped-pneumatyczny-sprezonym-powietrzem

    Nie tylko ja zwariowałem na chorobę sprężonego powietrza.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

ULUBIENI AUTORZY

więcej